06 lutego 2013

On the Road - Highway One

Nie bez powodu ma miano jednej z najpiękniejszych tras widokowych w Stanach. Najsłynniejszy odcinek Highway One wije się wzdłuż wybrzeża Pacyfiku od Los Angeles do San Francisco i ma długość około 700 km. Big Sur - odcinek który leży mniej więcej w połowie drogi, zapiera dech w piersiach, a w twojej głowie kołacze jedna myśl: Nie chcę stąd wyjeżdżać! Cały kawałek wybrzeża usiany jest klifami wyrastającymi prosto z oceanu lub wspaniałymi zatokami.
Po tylu dniach podróży, dopiero tam złapaliśmy trochę oddechu. Zatrzymaliśmy się w magicznym miasteczku Carmel, z niesamowitą plażą na której podziwiałam jeden z najpiękniejszych zachodów słońca w moim życiu. W Carmel panuje niemal bajkowa atmosfera, wzdłuż kolorowych uliczek ciągną się klimatyczne kawiarenki i galerie, a bliżej plaży wyrastają wspaniałe domy do których prowadzą zaczarowane furtki.
Big Sur to także rezerwaty przyrody w których żyje dzikie ptactwo, lwy morskie i wiele innych zwierzaków.
Tam też poczuliśmy, że nasza podróż nieubłaganie zbliża się do końca. Wracaliśmy do San Francisco w którym mieliśmy spędzić jeszcze kilka dni przed wylotem do Polski, w sam środek zimy. Nie lubię zimy, jestem zdecydowanie ciepłolubna i najchętniej przespałabym całą zimę lub na ten czas zamieszkała w jakimś ciepłym kraju.
Teraz kiedy patrzę na zdjęcia, przypominam sobie ciepłe, słoneczne promienie na twarzy...


Z samego rana, w drodze na wybrzeże, trafiliśmy na farmę gdzie można było kupić świeże warzywa. Nie było żadnego sprzedawcy, po prostu wybierałeś co chciałeś, a opłatę zostawiałeś w specjalnej skrzyneczce.  Nie obraziłabym się gdybym miała taki "warzywniak" pod domem. :)










Ulice magicznego Carmel.


Wejście do zaczarowanego ogrodu.
Plaża w Carmel.



Wybrzeże Pacyfiku to raj dla surferów. 







Pigeon Point. 

Tuż obok latarni znajduje się Hostel. Oczami wyobraźni budzę się o świcie, z kawą w ręku siadam na białej ławeczce i obserwuje wschód słońca...

Lwy morskie wygrzewające się w słońcu. :)








Poprzednie wpisy On the Road:

01 lutego 2013

On the Road - Los Angeles

Nieśpiesznie przemierzaliśmy trasę 800 km z Wielkiego Kanionu do Los Angeles, zostawiając za sobą krainę pustynnych bezdroży.  Przez cały wyjazd używaliśmy mapy, a nie gpsa, dzięki temu zjeżdżaliśmy z głównych dróg i jechaliśmy mniej utartymi szlakami. Trafiliśmy do jednego z ghost town - Calico oraz przejechaliśmy kawałek drogi słynną Route 66.




Sklep z bronią. 








Rano Los Angeles było przykryte gęstą mgłą. Pokręciliśmy się trochę po mieście, po czym  zaopatrzyliśmy w śniadanie w Whole Foods (to genialna sieć sklepów w Stanach gdzie można kupić pyszne, zdrowe jedzenie na wynos) i urządziliśmy sobie mały piknik na plaży w Venice Beach. Po południu skoczyliśmy jeszcze na Hollywood Boulevard. Można powiedzieć, że tylko przejechaliśmy przez Los Angeles w drodze do wybrzeża Kalifornii, bo to miasto jest tak potężne, że kilka tygodni nie starczyłoby aby je zwiedzić. 




Beverly Hills
Venice Beach









Nie miałabym nic przeciwko spędzeniu wakacji w jednym z domków przy plaży...






Zdjęcie na instagram ;)

Przez mgłe nie było widać napisu. Trochę się najeździliśmy zanim udało nam się go zobaczyć... i tak z nie najlepszej perspektywy.
Hollywood Boulevard
Komu Oskara? 



:)

Na Hollywood Boulevard można spotkać wiele interesujących postaci... ;)
Jimi Hendrix też tam był.

Nie mogło zabraknąć Supermana :)
Poprzednie wpisy On the Road: