11 stycznia 2018

CALIFORNIA | YOSEMITE NATIONAL PARK





Wizja tego wyjazdu utrzymywała we mnie odpowiedni poziom endorfin przez większą część roku i mocno napędzała do działania. Tym bardziej, że miał to być wyjazd z odroczonym terminem powrotu.  Kupiliśmy bilet w jedną stronę do Kalifornii, potem miały być Hawaje, Japonia, Azja i powrót do domu. W międzyczasie, z różnych powodów musieliśmy zmienić plany i udało nam się  zrealizować połowę pierwotnego planu. Stwierdziliśmy, że wrócimy do domu, zrobimy co mamy zrobić i prędzej czy później ruszymy dalej.

Pierwszy raz byliśmy w Kalifornii pięć lat temu ale wtedy nie udało nam się odwiedzić wszystkich miejsc które chcieliśmy. Tym razem zaczęliśmy i skończyliśmy naszą pierwszą część pobytu w Kalifornii od numeru 1 na liście, czyli Parku Narodowego Yosemite.
W głowie pielęgnowałam wizję magicznego, spowitego mgłą Yosemite, niestety nie zawsze dostajemy to co chcemy i zamiast tajemniczej jesiennej aury, dostaliśmy bezchmurną lampę z nieba, a wodospady ledwo można było wypatrzeć. Mimo tego i tak było pięknie :)
Park Yosemite to jeden z największych dzikich terenów w Ameryce, chroniony przed nadmiernym wpływem człowieka i pozostawiony naturalnym procesom zachodzącym w środowisku. My uczęszczaliśmy raczej wydeptanymi ścieżkami ale i tak można było poczuć tą niesamowitą potęgę natury.

Poniżej spora dawka zdjęć. Zafundowałam sobie porządną terapię krajobrazową i chłonęłam otoczenie pełną piersią...





Taft Point











Widok z Glacier Point na Half Dome

Tunnel View - widok najbardziej kojarzony z Yosemite
























Wyjeżdżając z Yosemite w stronę Mono Lake, mogliśmy zobaczyć krajobrazy rodem z początków osadnictwa w Ameryce, bynajmniej takie skojarzenie przyszło mi do głowy. Oczami wyobraźni widziałam drewniane chaty z werandami, ludzi przechadzających się wzdłuż strumienia u podnóża gór i konie biegające dziko po całej dolinie. Mogłabym wiecznie napawać się tym widokiem...


Tenaya Lake

















YOSEMITE OD KUCHNI:


Należałoby zacząć od tego, że Yosemite to park o ogromnej powierzchni ponad 3000 km2. Myślę, że nawet kilka miesięcy to za mało aby móc go spokojnie eksplorować. Dlatego większość przyjeżdżających tu ludzi ogranicza swoją wizytę do Yosemite Valley, czyli centralnie położonej doliny, z której roztaczają się przepiękne widoki na otaczające ją góry. Znajduje się tam główny Visitor Center, poczta, sklep, restauracja, muzeum Ansela Adamsa oraz hotele, kempingi i kilka picnic area. Z Doliny możemy też wyruszyć na sporą ilość szlaków oraz jeśli ktoś praktykuje wspinaczkę, to jest to jedno z najlepszych miejsc wspinaczkowych na świecie.

Jednorazowy wjazd do parku kosztuje 30$ za samochód (ważny przez 7 dni) ale jeśli ktoś planuje odwiedzić większą ilość Parków Narodowych w USA to opłaca się kupić tzw. annual pass za 80$, który gwarantuje nam wstęp do wszystkich Parków Narodowych (nie stanowych). Przy wjeździe dostaniemy mapę parku, sezonową gazetkę oraz szeroki uśmiech od Rangersów.
Do Parku można wjechać od czterech stron i w zależności od której strony wjedziemy, dojazd do Yosemite Valley zajmie nam od pół godziny do 2,5h.

Poza Doliną warto odwiedzić:
Glacier Point (około 1-1,5h drogi z Doliny),
Taft Point (krótki szlak rozpoczynający się z głównej drogi, tuż przed Glacier Point),
Tunel View, z którego rozciąga się najbardziej wszystkim znany ze zdjęć widok na Dolinę.
Tuolumne Meadows (około 2h drogi z Doliny)
w Dolinie:
Yosemite Falls Trail,
Valley Floor Loop - 20 kilometrowy spacer wokół Doliny
Mirror Lake

Yosemite ma do zaoferowania wiele szlaków, krótszych, dłuższych, łagodnych i trudnych technicznie, każdy znajdzie coś dla siebie.
Nam niestety nie udało się przejść wszystkich zaplanowanych szlaków. W podróż zabraliśmy ze sobą niedoleczoną grypę, plus mnie wykańczało zapalenie żołądka, w związku z tym za wiele nie jadłam i totalnie nie miałam siły na wspinanie się pod górę i dłuższe wędrówki.
Trzeba też wziąć pod uwagę, że w zależności od pory roku, niektóre drogi, szlaki i kempingi mogą być zamknięte.

Jeśli chodzi o noclegi to zdecydowanie polecam kempingi (hotele są potwornie drogie), z tym że w Dolinie trzeba rezerwować miejsce przez stronę internetową, z około półrocznym wyprzedzeniem, jak nie wcześniej. Poza Doliną jest kilka innych kempingów i tam w większości odbywa się to na zasadzie kto pierwszy ten lepszy. Czyli w praktyce wygląda to tak, że objeżdżamy wybrany kemping, znajdujemy odpowiadające nam miejsce i je zajmujemy, po czym udajemy się do wjazdu gdzie znajdziemy skrzynkę z kopertami. Na jednej z kopert wpisujemy dane, łącznie z numerem stanowiska które zajęliśmy oraz wkładamy do niej odliczoną kwotę za nocleg, po czym wrzucamy ją do skrzynki, a oderwane od koperty potwierdzenie przypinamy na numerku który się znajduje przy wjeździe do naszego stanowiska. Proste i wygodne rozwiązanie. Czasami jest też gospodarz kempingu, u którego również możemy uiścić opłatę. W Yosemite ceny za miejsce kempingowe  kształtują się w okolicach 12 - 26$ za noc.
My dwukrotnie zatrzymaliśmy się na kempingu Hodgdon Meadow, zaraz za północnym wjazdem Big Oak Flat Entrace, które jest jakieś 40 minut drogi od Doliny.
Sporo ludzi zatrzymuje się też na noc w przeróżnych niedozwolonych miejscach jak pobocze drogi czy parkingi przeznaczone jedynie do postoju w ciągu dnia. Jednak trzeba liczyć się z tym, że w każdej chwili może nas nakryć patrol i oprócz kary będziemy musieli opuścić dane miejsce i jeździć po parku aż do świtu ;) (do najbliższych hoteli poza parkiem jest niestety kawał drogi).

Drugą ważną sprawą kiedy wybieramy się do Yosemite (i ogólnie w rejon Sierra Nevada) są niedźwiedzie, dla których obszar parku jest domem, tak więc musimy być przygotowani na spotkanie z nimi. (jednego widzieliśmy, a w zasadzie jego zadek jak wskakiwał na drzewo)
Co za tym idzie, wszelką żywność, kosmetyki i wszystko co dla niedźwiadków może ładnie pachnieć musimy chować na noc do specjalnych metalowych skrzynek, które znajdują się na każdym kempingu. Jeśli zostawimy te rzeczy w samochodzie, to niestety jest spora szansa, że jakiś niedźwiadek włamie się do naszego samochodu i wyje wszystkie smakołyki. :)
Zresztą na każdym kroku przypominają nam o tym informacje na ten temat.

Trzeba też wziąć pod uwagę, że Yosemite to jeden z najczęściej odwiedzanych Parków w Stanach Zjednoczonych, zawsze spotkamy tam tłumy ludzi. W weekendy oczywiście jest najgorzej więc musimy być przygotowani na dziki tłum i brak miejsc parkingowych. Podczas naszego pobytu doszły do tego roboty drogowe, więc lekko nie było. Możemy też zaparkować samochód i poruszać się bezpłatnym autobusem kursującym po całym parku.

Więcej przydatnych informacji znajdziecie na oficjalnej stronie parku.


Jeden z naszych spotów na kempingu. Każde miejsce ma wyznaczony okrąg na ognisko z grillem, stolik z ławkami oraz skrzynkę na jedzenie. Oprócz tego na kempingach są toalety i umywalki z bieżącą wodą (nie zawsze), a na niektórych prysznice.
Jeśli chodzi o najpotrzebniejszy sprzęt do biwakowania, to wszystko zakupiliśmy w pierwszym lepszym sklepie sieci Walmart (tj. kuchenka, butla z gazem, talerze, garnki, sztućce itp.)
Sprzęt typu namiot, maty i śpiwory zabraliśmy z Polski.



W całym parku są też tzw. picnic area, gdzie zawsze się zatrzymywaliśmy, przyrządzaliśmy obiad i odpoczywaliśmy. Uwaga na niedźwiadki, nie można jedzenia spuszczać z oczu. :)





Jeśli ktoś z Was wybiera się do Yosemite i ma jakieś konkretne pytania to dajcie znać, w miarę możliwości i na podstawie swoich doświadczeń, postaram się na nie odpowiedzieć.



Wszystkie zdjęcia w poście zostały obrobione presetami VIVID PRESETS  do Lightrooma&ACR z kolekcji TRAVEL II

 

14 komentarzy:

  1. Normalnie brak mi słów... Wspaniałe zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam cudowne doznania estetyczne po obejrzeniu tych zdjęć!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo Justyno. Zdjęcia magiczne.Muszę zacząć namawiać męża na USA.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto! Trzymam kciuki za powodzenie misji :)

      Usuń
  4. Ciężko siedzieć na tyłku, kiedy obejrzy się takie zdjęcia. Obejrzy nie na zasadzie przewijania w dół, a zatrzymywania się na każdym jednym. Włączam swój folder z zeszłorocznej Norwegii, ale to nie to samo. I znów wracam do Twoich zdjęć... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kolei twoja Norwegia krzyczy do mnie: Jedź!! :) od dawna marzę o tej krainie...

      Usuń
    2. Nie będę zatem przekonywać, że warto. ;) A wydawałoby się, że Norwegia jest tak dużo bardziej na wyciągnięcie ręki niż Kalifornia. Trzymam kciuki i czekam na kontynuację, Hawaje, Japonia, Azja (dokąd dokładnie??)! Brzmi jak marzenie o podróży dookoła świata ♡

      Usuń
    3. Bo tak miało być :) Udało się zrealizować połowę planu czyli Kalifornia i Hawaje, na resztę mam nadzieję jeszcze w tym roku. W Azji najprawdopodobniej Indonezja lub Tajlandia i okolice. :)

      Usuń
    4. Niesamowite zdjęcia! Jestem pod wrażeniem :) a Yosemite musze nadrobić :)

      Usuń
  5. Wow! Po prostu wow! Niesamowite fotografie, jakbym tam był :)

    OdpowiedzUsuń